Wyobraź sobie, że urządzasz mieszkanie. Przeglądasz setki zdjęć i szukasz inspiracji. Podoba Ci się dużo różnych mebli, dodatków i wzorów, ale nie ma dla nich jednej wspólnej nazwy. Jest za to jeden wspólny mianownik – wyglądają tak, jakbyśmy je wyjęli z pocztówki z PRLu. Szukasz „retro” inspiracji. Efekt? Wyskakuje tego dużo… za dużo.
Co jest nie tak? Zacznij szukać w stylu, którego nie ma. Szukaj w „mid-century modern”!
Ale jak to go nie ma?
Zacznijmy od początku. Zatem – na początku był modernizm. XX. wiek był czasem rozwoju dziesiątek idei i ruchów w sztuce, w tym we wzornictwie. Każdy kolejny nurt był poniekąd odpowiedzią na swojego poprzednika. Jedne następowały po sobie wypierając dotychczas panującą modę, inne funkcjonowały równolegle, ale to zawsze działało w myśl zasady „Coś wynika z czegoś”. Pierwszą szkołą, której idee wprowadziły rewolucję w europejskim środowisku artystycznym był Bauhaus. Hasło „Forma wynika z funkcji” stało się sztandarem wpajanym młodym projektantom do dnia dzisiejszego na wszystkich uczelniach świata. Potem przyszedł „styl międzynarodowy”, w między czasie nieźle się miało też art-deco, ale też awangarda. Przyszła wojna – świat się zatrzymał. A po niej przyszły nowe możliwości, nowe technologie i nowe, choć podstawowe, potrzeby. Druga połowa lat 40. i początek lat 50. to funkcjonalność – nie kombinowano wtedy z formami, konieczne było szybkie zaspokojenie podstawowych potrzeb (czytaj – krzesło miało być krzesłem i niczym więcej). Za to lata 60. to było istne szaleństwo – wzory i kolory gdzie się tylko dało. W latach 70. nie zwalniano tempa, wręcz przeciwnie – powoli przygotowywano się na wszechobecny błysk, brokat i cekiny, czyli lata 80. Wtedy to Pani Cara Greenberg po raz pierwszy użyła sformułowania „mid-century modern”, w którym zwięźle zawarła historię dizajnu i wzornictwa drugiej połwy XX. wieku. Określenie si ę przyjęło i funkcjonuje, ale oficjalnie nie jest taką samą nazwą stylu np. barok.
A jak już ten styl jest, to co wtedy?
Jak już wiesz mid-century modern to szerokie określenie mieszczące w sobie ponad 50 lat dizajnu. Najogólniej mówiąc średnio co dekadę coś w tym dizajnie się jednak zmieniało. Ciężko jest zatem wymienić cechy, które będą uniwersalne dla każdej z tych dekad patrząc na nie oddzielnie. Patrząc na wnętrza z lat 60. i 80. można odnieść wrażenie, że to kompletnie różne światy. Jednak kiedy już je wymieszamy na pewno wyjdzie wnętrze, które nie będzie odbiegało od tych które znajdziemy na zdjęciach w wyszukiwarce wpisując wnętrza mid-century modern czy wnętrza retro. Jak mieszać? Dowolnie, ale z wyczuciem. Pomyśl o wnętrzu swojego mieszkania jak o wnętrzu swojej szafy – na pewno masz w niej ulubioną koszulkę, taką która przeżyła z Tobą niemal pół życia albo i więcej, znajdziesz pewnie też coś klasycznego (może nawet białą koszulę) będzie pewnie też coś modnego teraz, a może masz coś szalonego na specjalne okazje. W gruncie rzeczy sama zawartość Twojej szafy nie jest, aż tak istotna. Jak pewnie się domyślasz istotne jest to, jak to ze sobą wszystko połączyć. Ważne jest żeby czuć się dobrze w tym co nosisz – tak samo ważne jest, żebyś czuł się dobrze we wnętrzu, w którym mieszkasz. Baw się dowolnie kolorami, kształtami, formami i materiałami. Przychodzi jednak taki moment, w którym trzeba powiedzieć stop. Jak go nie przeoczyć w tym chaosie? To kwestia indywidualna – dla Ciebie to być może będzie poduszka w czwartym odcieniu czerwieni, dla kogoś innego trzeci rodzaj lampy. Nie ma tu złotej reguły – każdy projekt, każde wnętrze to odrębna historia.
Poniżej znajdziesz jednak 5 pewniaków, które pozwolą stworzyć bazę do wnętrza „mid-century modern”, wnętrza w Twoim stylu. Przecież jak wiadomo: podstawą jest podstawa. Zatem:
- drewno – tu wszystkie chwyty dozwolone: mogą być drewniane meble, drewniane dodatki, może być też drewno na podłodze, na ścianach czy na suficie;
- białe ściany – jeśli perspektywa białych ścian w mieszkaniu jest dla Ciebie z dowolnych przyczyn nie do zaakceptowania, to mam dobrą wiadomość – tapeta też będzie dobrym rozwiązaniem i tu już nie musisz się ograniczać do jednego koloru;
- otwarta przestrzeń – to chyba najbardziej kontrowersyjny punkt, przecież nie każdy dysponuje metrażem, który pozwala na stosowanie otwartych przestrzeni – zanim go jednak porzucisz z myślą „przecież nie rozciągnę swojego mieszkania”, zastanów się czy można stworzyć iluzję i jak optycznie można powiększyć Twoje mieszkanie;
- lampy – im bardziej futurystyczne i nieoczywiste tym lepiej; pamiętaj, że to jest taki dodatek, który może „zrobić” całe wnętrze;
- bibeloty – czyli drobne rzeczy, które stworzą klimat: to może być dosłownie wszystko od poduszek, przez wazony na zastawie stołowej kończąc.
Czy da się po polsku?
Oczywiście, że tak! I uwierz mi – może być równie pięknie. Trzeba uczciwie przyznać, że co jak co, ale polskie wzornictwo XX. wieku jest na prawdę imponujące. Ja wiem, że możesz teraz się zastanawiać o czym ona tu pisze. Należę do tej grupy szczęśliwców, którzy nie raz i nawet nie dwa, wynajmowali mieszkanie. Widziałam setki mieszkań, które nie tylko na pierwszy rzut oka, ale też na drugi i każdy kolejny, były dalekie od obrazu imponującego wzornictwa. Ciekawe jest jednak to, że spora część tych mieszkań naprawdę miała potencjał. Jeśli ten wspomniany potencjał nie tkwił w samej przestrzeni mieszkania, to wynikał on z tego, że stał tam przynajmniej jeden mebel na widok którego może szybciej zabić serce. I będą to palpitacje z grupy tych przyjemnych. Czasem wystarczy niewiele żeby nadać im blasku i nowego życia! A jeżeli okaże się, że potrzebujesz większej i poważniejszej ingerencji, to również postaram Ci się pomóc i razem rozwiniemy ten potencjał. Poniżej znajdziesz kilka przykładów tego jak pięknie może być.





Mid-century modern to ruch, który zbiera dziesiątki lat rozwoju dizajnu. Od wielu lat przeżywa swój wielki powrót na salony projektowe – i nie ukrywam jest to miód na moje serce. Oczywiście, takie wnętrza mają nie tylko swoich zwolenników, ale też (jak wszystko) mają przeciwników. Nie każdy więc powie, że są to wnętrza w dobrym stylu. Pamiętaj też, że współczesne wnętrze będzie różniło się od tego, które widzisz na zdjęciu z epoki. Przywołanie ducha mid-century modern, czy aranżacja w zgodzie z jego zasadmi może być zarówno karkołomnym zadaniem, jak i bajecznie prostym – wiele będzie zależało od tego czy zdecydujesz się na meble i dodatki stylizowane na te z epoki, czy będziesz poszukiwać oryginalnych cudeniek. Czy to jest warte zachodu? Jeżeli jest to „wnętrze w Twoim stylu” to zdecydowanie tak!

